Był On i była Ona...
Być może uczyli się w tej samej klasie, nie wiem. Nie wiem również, jak się spotkali i zakochali... Wiem, że byli parą... Przyjaciółki mówiły Jej, że są dla siebie stworzeni, On mówił kumplom, że to ta jedyna. I trwało, choć jej matka mówiła:,,Spójrz na niego... młodszy od Ciebie o pół roku, niski, a te jego śmieszne kręcone włoski i pryszcze, przecież ten chłopak nawet żadnych pasji nie ma". Odpowiadała:,,Jego pasją jest muzyka i ja. Kocham Go, a on mnie i już zawsze będziemy razem". Matka tylko kręciła głową, ale nie kłóciła się... Twierdziła, że to jej wybór, choć wiedziała, że to będzie bolało... pozwoliła jej żyć własnym życiem.
Minęło trochę czasu... mieli po 19 lat... nie wiadomo jak to się stało, ale pewnego dnia nieświadomie stworzyli coś nowego... dali życie ich dziecku.
Kiedy po jakimś czasie dowiedziała się, że jest w ciąży była przerażona... Nie bała się o niego, ale o reakcje rodziców. Najpierw powiedziała przyjaciółkom... dwie z nich były zachwycone... trzecia mówiła, że powinna TO usunąć póki jest małe i nie widać, bo przekreśli sobie całe życie. Wiedziała, że nie mogłaby tego zrobić... Później powiedziała matce- nie była zła, spodziewała się tego... mimo wszystko widać było, jak bardzo ją to boli, że córka jej nie posłuchała. Ostrzegła, żeby powiedziała Mu to delikatnie.
Była szczęśliwa, spodziewała się, że w domu będzie burza, a wyszło całkiem dobrze. Pobiegła do Niego...
Od progu oznajmiła Mu dobrą nowinę. Myślała, że dobrą, tymczasem On zbladł, ręce zaczęły drżeć, a głos obniżył się... ,,Ale jak...", wyszeptał tylko, po czym po prostu wybiegł z domu.
Wracała płacząc, nie wiedziała co ze sobą zrobić, choć miała nadzieję, że się jeszcze ułoży.
Jego rodzice powiedzieli, że nie dadzą mu pieniędzy, że musi ją teraz poślubić i, że już ma przekreślone życie. Jego matka powiedziała Mu, żeby wyjechał do USA, tam będzie daleko, zarobi pieniądze, wyśle jej alimenty i nic ich nie będzie łączyć poza tym dzieckiem...
Spotkali się... powiedział jej, że nie może, nie da rady, wyjeżdża wkrótce... ale tam zarobi pieniądze, wyśle jej zaproszenie i wtedy znów będą razem. Chciał tylko żeby dziecko zostawiła dziadkom... Płakała i mówiła, że stworzyli już rodzinę. On powtarzał: ,,Proszę, przyjedź, ale bez dziecka".
Siedziała patrząc pustymi oczyma w okno, bez większego celu, przed siebie. Po jej policzku spływała łza, a w myślach niezmiennie pojawiało się jedno słowo:
WYJECHAŁ...
End of first part ;)
That's the beginning of the story about my life... ;)
Ta Inna...
Ta Inna...
Nastrój:
tagi: